|
|
|
PRZYGODA PRZYGODA - NIGDY NA NIĄ CZASU NIE SZKODA
Gdy przed 6 godz. rano pojawiamy się na dworcu autobusowym jest już tłumnie i gwarno. Dziesiątki ludzi wybierają się w różne strony kraju mimo że z Naoungere odjeżdża też pociąg do Yaounde przemierzający najdłuższą trasę kolejowa w kraju, która uchodzi za atrakcje turystyczną. My jednak zamiast tej nocnej podróży koleja wolimy w dzień podziwiać piękno Kamerunu. Po 2 godzinach oczekiwania na dworcu w końcu pełnym autobusem wyruszamy ponownie w ponad 500 kilometrowa trasę. Początkowo autobus jedzie po pięknym asfalcie, po kilkudziesięciu minutach ku naszemu zaskoczeniu trafiamy na odcinki "specjalne", które charakteryzują się śliską gliniastą drogą, pełną wielkich kolein, trudna do pokonania. Nie wszystkim kierowcom zostaje dane przemierzyć ten odcinek bez życiowej tragedii. Na kilku kilometrowym odcinku specjalnym 3 wielkie ciężarówki wypełnione towarem leżą poprzewracane w rowach, jednak nasz doskonały kierowca brnie dzielnie do przodu. Uff pojawił się asfalt - kamień spada nam z serca... ale niestety nie na długo, pojawiają się kolejne odcinki tym razem należałoby je nazwać "superspecjalne". Wszyscy pasażerowie: mężczyźni, kobiety i dzieci, oprócz jadącego z nami koguta, muszą opuścić autobus a nasz dzielny kierowca w ciszy i koncentracji przeciska się pomiędzy koleinami, cudem unikając przewrócenia się pojazdu. A teraz przyszedł czas na usterki: autobus nagle traci biegi. Ponownie kierowca wyprasza wszystkich pasażerów, którzy z akceptacja i spokojem rozchodzą się po wiosce w zasięgu wzroku. Nikt tu nie marudzi, nie narzeka, nie ma pretensji do kierowcy i się nie bulwersuje, jakby to zapewne miało miejsce w Polsce. Muzułmanie wykorzystują tą sytuacje najlepiej jak potrafią, czyli na zaległą modlitwę. Ja jak przystało na tradycyjnego Polaka, znając się czy nie, rzucam się do pomocy kierowcy i jego pomocnikowi. Po pół godzinie skrzynia biegów jest naprawiona i jedziemy dalej. Myśląc ze przygodę dnia mamy już za sobą dojeżdżamy do "ekstremalniesuperspecjalnego" odcinka: tym razem kierowca przeciska się na styk pomiędzy przewróconą przyczepą a samochodem. Ale to nie wszystko: pojazd musi jeszcze podjechać pod pozornie niewielką górkę, podczas której na oczach tłumu gapiów niemalże przewraca się. Natychmiast ruszam znowu do pomocy nawołując innych, którzy jak się okazuje wola biernie przyglądać się sytuacji. W końcu pasażerowie autobusu biorą sprawę w swoje ręce i ratujemy nasz autobus z tarapatów. I tak podśpiewując sobie pod nosem hasło dnia "przygoda przygoda nigdy na nią czasu nie szkoda" wsiadam zadowolony ponownie do autobusu. Z kilkugodzinnym opóźnieniem dojeżdżamy do Garoua Boulai, po drodze mijając łącznie siedem wielkich ciężarówek poprzewracanych w rowach i dziesiątki czekających w długich kolejkach na przejazd. Tu w przygranicznej miejscowości z RSA mogę znowu pomachać w kierunku mojego aresztu w Bangui oddalonego zaledwie o 437km. Pozostałe 270 km do Bertoua jedziemy już w ciemnościach gładkim jak stół asfaltem bez ani jednej dziury a nawet łaty. O 23 godzinie docieramy na miejsce pełni wrażeń, by na misji znaleźć miejsce na nocleg. |
|
|
|
|