>> Zdjęcia / Photos  

Wlepka Hiszpańska

  Projekt Ekologiczny w Peru "Ratujemy rzekę Amazonkę i jej dorzecza", zgodnie z zapowiedzią, ruszył pełną parą dnia 21 czerwca.. Wcześniej przygotowane w Polsce wlepki (projekt Rafała Szenroka, Morski Studio Graficzne) oraz nawiązanie współpracy z ambasadą Polski w Limie umożliwiło mi rozpoczęcie działań na rzecz oczyszczenia rzeki. Dzięki życzliwości państwa Beaty i Roberta Krzyżawskich, pracowników ambasady, otrzymałem nie tylko wsparcie dyplomatyczne, ale również pomogli mi znaleźć producenta worków foliowych, które stanowią istotny element mojej akcji. Jeszcze tego samego dnia kupiłem w Limie 2000 szt. 140 litrowych ekologicznych worków foliowych, z którymi udałem się autobusem do Pucallpy, gdzie rozpocząłem bezpośrednią realizację projektu. Będąc już na miejscu dowiedziałem się (od przypadkowo spotkanej osoby zbierającej butelki), że w mieście znajduje się skup plastikowych butelek, który funkcjonuje od dwóch lat. Następnego dnia poszedłem sprawdzić to miejsce i okazało się, że za każdy kilogram surowca można otrzymać równowartość złotówki. Odwiedziłem również siedziby lokalnych gazet, aby poinformować mieszkańców miasta o moich działaniach oraz wypromować całe przedsięwzięcie - artykuły ukazały się po dwóch dniach. Jeszcze tego samego dnia rozpocząłem akcję rozmów z kapitanami promów tłumacząc im sens mojego projektu, nalepiając wlepki oraz wręczając im od 20 do 40 worków foliowych, które miały zachęcić ich samych, jak również
pasażerów, do zbierania i pozostawiania śmieci w porcie, a nie w rzece. Rozmowy z władzami miasta musiałem rozpocząć w późniejszym terminie, gdyż wszystkie urzędy były pozamykane z powodu lokalnego święta. Po kilku dniach pobytu w Pucallpy udało mi się wziąć udział w otwartych obradach Rady Miasta, gdzie mój projekt został przedstawiony i zaakceptowany. W kuluarach rozmawiałem o nim z Blagą Regidora, która również poparła tę inicjatywę. Po dziesięciu dniach pobytu w mieście doszedłem do półmetka akcji: oblepiłem 45 promów i 2 wodne stacje benzynowe, umieszczając łącznie 250 sztuk wlepek oraz rozdając około 1000 worków foliowych. Następnie ruszyłem w pięciodniową podróż promem do Iquitos. Jak się okazało, na promie, którym płynąłem, nie było wystawionych żadnych worków foliowych. Pojawiły się dopiero po mojej interwencji. Niestety zaobserwowałem, że i tak gros śmieci ląduje bezpośrednio w rzece. Aby być bardziej skutecznym w swoich działaniach postanowiłem nie tylko rozdawać worki, ale również zachęcić lokalne władze Iquitos do wspólnej akcji oczyszczenia portu. Dzień po przybyciu do Iquitos udałem się z tą propozycją do władz miasta, które zainteresowały się tym pomysłem. W ciągu dwóch dni, wspólnie z władzami miasta, udało się nam zorganizować grupę kilkudziesięciu studentów - wolontariuszy, którzy w najbliższą sobotę (10 lipca) przystąpią do oczyszczenia portu Belen - jednego z trzech portów, jakie znajdują się w tym mieście. Oczyszczenie portów ma na celu zachęcenie podróżnych do utrzymania czystości podczas całej podróży. Dzień 9 lipca przeznaczony został na spotkanie z mediami, aby poinformować mieszkańców miasta o planowanej akcji.
  Codziennie udaję się również do portów i nalepiam wlepki na promach. Do dnia dzisiejszego oblepionych zostało 55 promów.


Z POZDROWIENIAMI Z IQUITOS!!!


Maciej Pastwa Iquitos dnia 9.07.2010r.





Z IQUITOS PODCZAS PROJEKTU SPRZĄTANIA PORTU W BELEN tzw. WENECJI.


Port Belen
    Jest sobota 10 lipca 2010 roku. O 7.20 rano jestem już przed biurem urzędu miasta Iquitos, tu się umówiliśmy. To z tymi urzędnikami przez zaledwie trzy dni zorganizowaliśmy wolontariuszy do oczyszczenia portu BELEN w Iquitos, tzw. WENECJI. Ma być podobno aż40 studentów - wolontariuszy. Nikogo jeszcze nie ma. Idę zobaczyć,czy coś na ten temat napisała lokalna prasa., bo wczoraj udzieliłem wywiadu 5 stacjom TV, radiu i prasie. Jest artykuł . Nawet nie próbuję czytać, bo i tak nic nie zrozumiem. Jest już 7.45 czyli mają 15 minut obsuwy, a nikogo nie ma. Po chwili podjeżdża jeep. To szef. Bierze worki na śmieci, 400sztuk, i każe czekać. Czekam. Nagle widzę ciężarówkę, na której stoi kilkadziesiąt młodych osób. Wyglądają jak młodzi
żołnierze na początku wojny, którzy z uśmiechem na twarzy i nadzieją na szybkie pokonanie wroga oraz powrót do domu z chęcią wezmą udział w tym boju. Podjeżdża jeep, na pace jest kilka osób, dla mnie nie ma miejsca. Za moment na motocyklu pojawia się inny pracownik urzędu. Wsiadam. Jedziemy. Na placu w porcie już stoją studenci. Czyli to byli oni. Przyjechali ciężarówką. Jest ich ponad 50 osób. Jestem pod wrażeniem!!! Prawie wszyscy na nogach mają nowe kalosze. Szok! Czyli są zaangażowani od początku. To dobrze wróży akcji. Szef urzędu miasta przemawia przez tubę. Tłumaczy projekt i przedstawia mnie. Ja to wszystko nagrywam na aparat, by był dokument . Teraz ja w ręce mam tubę. Mam mówić. Mówię skąd jestem i po co to wszystko. Wszystkim też dziękuję za mobilizację i udział w tym projekcie. Są brawa! Kłaniam się nisko. No to do dzieła!!! (Jakby powiedział towarzysz Gierek: Pomożecie? Pomożemy!!! Takie mam skojarzenia, bo czytam właśnie NON FICTION o Kapuścińskim - i o historii Polski, z jaką się musiał zmierzyć).Rozdaję rękawiczki i maski przeciwpyłowe. Zaczyna brakować! Jak to? Przecież kupiłem 100 sztuk! Później uświadamiam sobie, że to sztuki a nie pary, bo są to rękawiczki chirurgiczne. Będę musiał dokupić. OK! Ruszamy do portu. Szef ustawia ich w szeregu i dzieli na grupy. Rodaje im worki na śmieci i zaczyna się akcja. Ci, którzy nie mają rękawiczek, naciągają na ręce worki na śmieci. Wszyscy pracują .Jest upał 35C w cieniu, a akcja dzieje się na słońcu, do tego wilgoć. Po chwili wołają mnie. Nowa grupa przyjechała. Co? Jest kolejne 50 osób! Jestem znów w szoku! Ponownie przemówienia, ale krócej i bez braw. Rozdaję worki, 140 litrów każdy. Moim marzeniem było pracować razem z nimi, żeby widzieli, że jestem taki sam i niczym się nie różnimy - że nie jestem tylko organizatorem. Dyrygentem. Zarządcą. Rozkazującym. Niestety, muszę jechać po maski, rękawiczki i wodę, bo jej też zabraknie. Zamówiłem wodę dla40 osób, mają przywieźć o 9. Jedziemy. Kupuję 100 masek, 300 rękawiczek, zabieram worki na śmieci z hostelu, by nie zabrakło. Zamawiam wodę w saszetkach. Czas płynie jak szalony. Jest już 9.20. Rozdaję rękawiczki, maski, worki na śmieci. Wszyscy pracują. Pot już dawno zalał im twarze i całe ciała. Są naprawdę bardzo dzielni. Maski przeciwpyłowe zamieniły się w szmaty nasiąknięte potem. Gdzie jest woda? Mieli przywieźć o 9, a jest godzina 10. Nie ma wody! ...Jest i woda, wszyscy spragnieni. Biorę worek z wodą i krzyczę: woda! woda! woda! Piją, polewają się. Rozglądam się. Jest spora ilość worków na śmieci już zapełniona, ale niewiele się zmieniło w porcie. Ciągle mnóstwo śmieci. Wołają mnie, znów muszę jechać do miasta po wodę i nowe rękawiczki - te chirurgiczne pękają. Jedziemy. Kupuję 100 sztuk rękawiczek, ale z materiału, teraz wody 600 worków po 360ml. Jeszcze jedziemy pożyczyć grabie - 5 sztuk. Kupiłem wczoraj 3 sztuki. Za mało. Wracamy. Dochodzi godzina 12, upał niemiłosierny, ponad 40 C na luzie!! Kilkaset worków zapełnionych śmieciami stoi i czeka na wywózkę. Ale port się nie zmienił .Ciągle zalega mnóstwo śmieci. Teraz rozumiem, że rzuciłem się z motyką na słońce. Tu trzeba ciężkiego sprzętu, a później rąk ludzkich. AKCJA SPRZĄTANIA ZAKOŃCZONA!!!! Zostaję z rękawiczkami i wodą w ręku. Zbieramy się ponownie na placu. Szef urzędu dziękuje uczestnikom projektu. Ja też mówię, ale krótko. Dziękuję. Wszyscy znowu słuchają uważnie- jakby mieli z tego pisać egzamin. Wszystko kończy się brawami. Czas na zdjęcie grupowe. Ich twarze ociekają potem, ale pod nim pojawia się uśmiech. I to mnie cieszy . Bo po tym wszystkim mam mieszane uczucia. Czy to był dobry pomysł? Ale nie żałuję. To pierwszy krok!


ZAPRASZAM WAS DO OBEJRZENIA ZDJĘĆ Z TEGO CO WYDAŻYŁO SIĘ W SOBOTĘ.


Maciej Pastwa
Iquitos dnia 11.07.2010r.




PONOWNIE W PORCIE BELEN



  Jest poniedziałek 7 rano. Już upał, choć słońce jest tylko od godziny na niebie. Jadę do portu Belen. Muszę sprawdzić, czy wywieziono worki ze śmieciami. Trud pracy wolontariuszy z sobotniej akcji. Mototaxi przedziera się przez zatłoczone uliczki. Mnóstwo ludzi. Dzień targowy. Tłumy nie tylko przy straganach . Również na ulicy. Wszędzie. Sprzedają i kupują dosłownie wszystko, z krokodylami włącznie. Tu się je je - niestety! Po 15 minutach dojeżdżam. Ulica do portu zastawiona wielkimi kiściami bananów. Innych niż u nas,to tak naprawde platany. Te się gotuje przed jedzeniem. Nie można nawet przejść. Przepycham się, bo inaczej nie przejdę nigdy. To bardzo biedna dzielnica. Niezbyt tu bezpiecznie. Jestem jedynym odróżnikiem. Nikt tu nie zagląda, bo biedy i syfu nie chce się oglądać. A może to tylko strach. Domy są tu dwupiętrowe . Parter przygotowany na wypadek zalania wodą. Gdy przyjdą ulewy, można poruszać się tylko łodziami. Wszystko jest pod wodą. Jej stan podnosi się o kilka metrów. Stąd nazwa dzielnicy -Wenecja. Dotarłem. Jestem w porcie. Kilkaset worków leży niewywiezione. Tego się obawiałem! Nie mogę teraz dopuścić, by trud pracy stu wolontariuszy poszedł na marne. Rozglądam się po porcie. Jednak nie jest tak źle. W sobotę byłem tak zagoniony, że nie dostrzegłem zmian. ALE SĄ!!! I TO WYRAŹNE!!! Gdyby jeszcze kilka razy zrobić taką akcję, port by lśnił. Jak chyba nigdy. Biorę mototaxi i jadę do biura urzędu miasta. Pytam o leżące ciągle worki. Ok! Dzisiaj je wywiozą. Zobaczymy!

   Jutro sprzątamy drugi port w Bezlavista Nanay. Tam nie ma tragedii. Ale i tak jest co robić. Ma być tylko 20 studentów- wolontariuszy. Czy to wystarczy ?...

 


Maciej Pastwa
Iquitos dnia 13.07.2010r.



>> Zdjęcia / Photos  
 
 

linia

Copyright © Maciej Pastwa  2011