>> Zdjęcia / Photos  
 
 

POCZTÓWKA Z NAD JEZIORA CZAD


8 kwietnia 1936 roku Kazimierz Nowak dotarł do Fortu Lama - dzisiejszej stolicy Czadu Ndjameny - gdzie wiele dni przyszło mu czekać na zezwolenia by móc kontynuować swoją podroż. Aby nie tracić czasu w mieście wybrał się nad jezioro Czad.

Po 75 latach nas spotkało to samo. Kilkutygodniowe czekanie na zaproszenie do Algierii, by wziąć udział w ostatnim etapie sztafety Afryka Nowaka, znudziło nas i wybraliśmy się w ramach urozmaicenia, podobnie jak Kazik, nad jezioro Czad odlegle o 110km. To jedna z niewielu atrakcji jakie są nieopodal Ndjameny. Nasza wyobraźnia o jeziorze o jego wielkiej przestrzeni, bezkresnej tafli wody nie pokryła się z rzeczywistością. Wokół małej osady przywitały nas wysokie trzciny i wąski dostęp do jeziora. A co gorsza pojawił się mundurowy wyłudzacz pieniędzy oświadczając nam że jesteśmy tu nielegalnie. Jak to możliwe? Przecież mamy wizy i jesteśmy zarejestrowani w biurze imigracyjnym a tu taka korupcyjna pułapka. A ponieważ ostatnie 10km zrobiliśmy wraz z francuzami, którzy podrzucili nas samochodem, to oni na siebie wzięli pertraktacje z mundurowym, z którym my nie mieliśmy ochoty zamienić nawet zdania. W końcu po załagodzeniu tematu finansowego nie pozostało nam nic innego jak wynająć pirogę na przejażdżkę po jeziorze. Ku naszemu zaskoczeniu nie udało nam się zobaczyć wielkiej otwartej przestrzeni jeziora, na pocieszenie odwiedziliśmy małą wioskę w której mieszkańcy od wielu pokoleń żyją wyłącznie z bogactw jeziora czyli ryb. I tak z lekkim rozczarowaniem dobiliśmy do brzegu by ponownie spotkać mundurowego wyłudzacza w czarnym berecie z wąsem przypominającego nam Husseina. Szkoda, ze nie udało nam się zrealizować naszego planu i wybrać się łodzią z tubylcami by wraz z nimi kilka dni pozostać w jakiejś wiosce rybackiej przypatrując się ich tradycjom i rytuałom. Noc spędziliśmy we wsi u szefa wioski, a wieczorem wraz z 60 osobami oglądaliśmy mecz piłki nożnej ligi hiszpańskiej na małym telewizorku, w którego posiadaniu jest zaledwie kilka osób we wsi.

Dnia następnego motocyklem ruszyliśmy w stronę góry w kształcie słonia. To niesamowite zjawisko 5 gór położonych na ciągnącym się setki kilometrów płaskim terenie przypominające Maciejowi australijskie Urulu. Ten niedzielny piękny dzień spędziliśmy w cieniu "słonia", w obecności miłych dzieciaków z okolicznych wiosek, które towarzyszą odwiedzającym te góry turystom. Późnym popołudniem gdy słońce zaczęło tracić swoją moc ruszyliśmy na 7km spacer do wsi Karal, gdzie również zostaliśmy na noc u szefa wioski. Wieczorem poczęstowano nas lokalnym pysznym jedzeniem, z którego skorzystała tylko Ania gdyż Maciej jak co niedziela w milczeniu pościł. Rano miła rodzina szefa wioski pożegnała nas odprowadzając nas na autobus do Ndjameny. Po 2 godzinach wróciliśmy do hałaśliwego, zatłoczonego i zakurzonego wielkiego miasta.

Nawet jeżeli nie zawsze do końca udaje nam się zrealizować założony plan, podobnie jak Kazik zdecydowanie bardziej pragniemy przebywać blisko matki natury w małych uroczych wioskach.



>> Zdjęcia / Photos  
 
 

linia

Copyright © Maciej Pastwa  2011