|
|
|
MIŁYCH POLAKÓW TU NIE BRAKUJE, RATOWANIE SZYMPANSÓW ZASKAKUJE
Dojeżdżamy do Bertoua późno w nocy. Jak zwykle bierzemy mototaxi i szukamy miejsca noclegowego na misji gdzie są Polacy. O tej porze juz wszyscy spia wiec noc spędzamy w Maison d'Accueuil. Rano ruszamy na dalsze poszukiwania rodaków. Ku naszemu zaskoczeniu napotykamy na Polkę, która jest dyrektorką małej szkoły dla dzieci niesłyszących. Ewa wita nas otwarcie natychmiast zapraszając nas do swojego uroczego domu oferując nam nocleg. Ten dzień wykorzystujemy na sprawdzenie naszej poczty internetowej i uzupełnianie naszej strony. Odwiedzamy Ewy szkołę a popołudniu jemy wspólny posiłek miło konwersując. Okazuje się ze mieszka w Kemerunie 22 lata, jest osobą świecka która pracuje na misji. Co ciekawe zna bardzo dużo ludzi w tym Patricie Emiliani - lekarkę która ratowała nogę Macieja zaledwie 4 miesiące temu w RSA. Oczywiście zna tez "naszych" misjonarzy z Czadu :) jaki ten świat mały! Następnego dnia z samego rana wybieramy się busem do Belabo, skąd dzięki uprzejmości kolejnego polskiego misjonarza ks. Roberta dojeżdżamy pick-upem do Centrum Ratowania Szympansów. Maciej jako przeciwnik trzymania zwierząt w zoo odwiedza to centrum z mieszanymi uczuciami, jednak tu spotyka go duże zaskoczenie. Park podzielony jest na 5 wielkich "klatek", największa ma 9ha!!! Trafiają tam osierocone i porzucone szympansy, jest ich razem ponad 80 (w tym 4 małe dzidziusie). Miejsce to robi na nas ogromne wrażenie ponieważ zwierzęta maja bardzo dobrą opiekę i mieszkają na olbrzymiej przestrzeni, w której stworzone są warunki w żaden sposób nie odbiegające od naturalnych. Teren jest ogrodzony wysoka siatka zabezpieczona prądem. Przechadzamy się wzdłuż klatek i podziwiamy kudłate, figlarne i pocieszne zwierzęta. Kulają się, skaczą i robią fikołki na nasz widok. Chociaż zdarzają się takie które nie akceptują naszej obecności i wyrażają swoja niechęć próbując rzucić w nas kamieniem lub patykiem. Jeszcze inne tylko udają ze rzucają, wygląda to przezabawnie. Zwierzęta trzymane są do uzyskania pełnej zaradności, wówczas wypuszczane są na wolność. Ośrodek utrzymuje się wyłącznie z datków ludzi dobrej woli, a co ciekawe za wstęp płaci się zgodnie ze swoim sumieniem. Ponadto okazuje się ze w tym wyjątkowym miejscu pracują 2 Polki wolontariuszki, które swoją wielomiesięczną pracę traktują bardzo poważnie, nie dając się nawet zaprosić na wspólny obiad. Niestety musimy opuścić ośrodek, a najchętniej zostalibyśmy tu na kilka dni. Dobrze ze istnieją takie miejsca, gdyż tych inteligentnych wegetarian na świecie jest coraz mniej. Raz na 6 lat samica szympansa wydaje na swiat tylko jedno maleństwo, a co gorsza ludzie nadal na nie polują doprowadzając skutecznie do zmniejszenia ich populacji. Tego samego dnia pełni wrażeń wracamy do domu Ewy gdzie spotykamy jej koleżankę Siostrę Gemme. Wspólnie spędzamy miły wieczór. Kolejny dzień - czas spakować się i jechać dalej. W ramach podziękowań postanawiamy kupić kredki i papier do rysowania do szkoły dla dzieci. Zanosimy prezent na pożegnanie do szkoły i tu jesteśmy miło zaskoczeni, wręcz wzruszeni niesamowitą reakcją dzieci. Skaczą z radości piszcząc i dziękując wysyłając w naszym kierunku całusy. Ok 11h jedziemy z Ewą do stolicy po drodze mijając i odwiedzając liczne polskie misjonarki i misjonarzy. Pod wieczór docieramy do Brata Bogdana, który wita nas serdecznie. A nam z żalem i niedosytem towarzystwa Ewy przychodzi się pożegnać. Wierzymy jednak w to że jeszcze się kiedyś zobaczymy! |
|
|
|
|