>> Zdjęcia / Photos  
 
 

NIELEGALNY ETAP 22 i 2/5 POD PRĄD!!!


Co naprawdę wydarzyło się w Czadzie podczas etapu 22

Ania i ja planowaliśmy przejechać Wielki Erg Bilmy podczas 22 etapu Afryki Nowaka. Ponieważ poprzedni etap zostawił rower w Czadzie, postanowiliśmy go odebrać i stamtąd udać się do Nguingmi w Nigrze. Jeszcze zanim wylądowaliśmy w Afryce spotkaliśmy się we wtorek dnia 27 września w Berlinie z liderem etapu 22 - Zbyszkiem Sasem by wspólnie odebrać wizy do Nigru. W ambasadzie od pracownika Sylvie otrzymaliśmy telefony do Komisariatu Policji w Niamey i Gubernatora Agades z którymi ona przy nas rozmawiała i nic nie wskazywało ze w Nigrze jest niebezpiecznie. Tego samego dnia ruszyliśmy w swoja podroż z myślą, ze już za kilka dni będziemy wspólnie w piątkę (z Michałem, Kuba i Zbyszkiem) przemierzać na wielbłądach to niepowtarzalne miejsce na świecie, które było od 5 lat Macieja wielkim marzeniem. W czwartek rano 29 września udaliśmy się do ambasady Algierii w Ndjamenie by zapytać o potrzebne nam wizy na kolejne 23 i 24 etap. Przyjął nas konsul który po wysłuchaniu Ani opowieści o naszych saharyjskich planach zrobił wielkie oczy i zapytał czy my nie oglądamy tv i nie czytamy gazet! Czy nie wiemy tym samym co dzieje się w Nigrze?! Wielokrotnie powtarzał, ze po przyjacielsku odradza nam przewidziana przez nas trasę gdyż jak powiedział na 100% zostaniemy porwani!!! Dodając: tym bardziej jako biali! A sytuacja, jak stwierdził, obecnie jest w Nigrze gorsza niż w 2007 roku, podczas gdy w kraju tym panowała wojna domowa i dochodziło do wielu aktów przemocy i uprowadzeń. Wydaje nam się ze jest to osoba doskonale poinformowana w realiach sytuacji, gdyż podczas ucieczki zwolenników Kadafiego z Libii udają oni się w kierunku granic Algierii i Nigru. Po wyjściu z ambasady udaliśmy się do konsulatu honorowego Nigru, gdzie pytając o sytuacje w Nigrze mało zainteresowana naszym pytaniem pani odpowiadała w kółko "pas de probleme, pas de probleme". By wyjaśnić tą zagmatwaną sytuacje Ania wykonała osobiście telefon do szefa policji w Niamey pytając się jak wygląda sytuacja na pustyni (niczego nie sugerując) On odpowiedział ze przejazd aktualnie przez Saharę w Nigrze jest odradzany ze względów bezpieczeństwa. Następnie Ania wykonała kolejny telefon do gubernatora Agades z tym samym pytaniem i otrzymała niestety ta sama odpowiedz, oraz została skierowana do osoby jeszcze bardziej zorientowanej w temacie pustyni - gubernatora Diffy, który potwierdził znowu przykrą nowinę - NIEBEZPIECZENSTWO PORWANIA NAS NA SAHARZE. Jednocześnie Ania nie informowała go ze ktokolwiek zamierza w najbliższym czasie przyjechać. Natychmiast po tych rozmowach poinformowaliśmy lidera - Zbyszka który był jeszcze w Polsce i miał 20 godzin do odlotu. Zasugerowaliśmy by chłopacy przesunęli swój wylot o kilka dni później, w celu przygotowania alternatywy. Podsunęliśmy pomysł by zabrali rowery, nawet swoje prywatne (bo czasu nie mieli za wiele) wtedy byśmy mogli podróżować na rowerach inna droga (nie przez Saharę) a przynajmniej jeżeli to nie będzie możliwe żeby zabrali sakwy (które są u Norberta w Warszawie skąd wylatywali), a rowery kupilibyśmy wówczas na miejscu. Ponieważ żadna z naszym propozycji nie została rozpatrzona pozytywnie postanowiliśmy wycofać się z udziału w tym etapie ze względów bezpieczeństwa, gdyż nie byliśmy zainteresowani podróżowaniem po Nigrze autobusem, co naszym zdaniem nie ma nic wspólnego z naszymi marzeniami i planami przemierzenia Sahary na wielbłądach. Może nie dla wszystkich jest to jasne i oczywiste ale my już na to nic nie poradzimy.
Nie posiadając biletu powrotnego postanowiliśmy wykorzystać nasz pobyt w Czadzie na zwiedzanie stwarzając "Nielegalny etap 22 i 2/5 POD PRĄD" ;) czyli z Ndjamen do Sarh.



Nielegalny etap 22 i 2/5 POD PRĄD

Nasz nielegalny etap zaczyna się w Ndjamen. Jesteśmy na misji u Staszka, który zaprasza nas do swojego radia Arc en ciel na wywiad. Ania opowiada niesamowita przygodę o naszym podróżniku Nowaku i sztafecie która trwa już 2 lata.
Ale czas ruszyć w drogę. Po 2 miesiącach wyjmujemy sztafetowy rower pozostawiony w kontenerze na misji przez poprzedni etap "PO PROSTU CZAD". Po oczyszczeniu go z zaschniętego błota i przygotowaniu do użytku oraz nabyciu drugiego nowego roweru na miejscowym targu - wyjeżdżamy. Naszym celem jest wyjechanie naprzeciw Nowakowi czyli w stronę Sarh. Ponieważ etap ten traktujemy z dużym przymrużeniem oka pierwsze 150km pokonujemy autobusem a rowery nasze zaczepiamy na dachu. Z miejscowości Guelendeng szeroka gliniana droga wyruszamy na naszych pojazdach dwukołowych: Ania na niezawodnym Branneborze a Maciej na EastManie :). Żar leje się z nieba niemiłosiernie. Cale szczęście na naszej drodze w każdej wiosce znajduje się studnia lub nawet dwie ze zbawienną letnia czysta woda. Wszędzie wzbudzamy duże zainteresowanie, wszyscy na nasz widok kiwają i uśmiechają sie szeroko. Bawimy się z dzieciakami, gramy w frisbee zabrane z Polski, uczymy się nosic na głowie duże miski, co wzbudza dużo śmiechu wśród miejscowych. To wszystko dodaje nam otuchy i siły by w ten upal jechać dalej do przodu. Pot leje się strugami, wlewamy w siebie litry wody. Na noclegi zatrzymujemy się w przydrożnych małych wioskach. Pierwszego dnia robimy zaledwie 30km ale za to drugiego już od rana do wieczora pokonujemy 66km robiąc bardzo dużo postojów, nie tylko przy studniach. Nigdzie nam się nie spieszy, zależy nam na zapoznaniu się z miejscowa ludnością i ich zwyczajami. Mamy tez mały problem z rowerem tym afrykańskim bo już po kilku kilometrach się rozpada, w ciągu 1 dnia łańcuch spada ponad 10 razy. Nie pomagają tu nawet afrykańscy mechanicy, którzy nie raz reperują go na naszej trasie.
Ku naszemu zaskoczeniu po drodze spotykamy chłopaka z plemienia Bororo. Fascynuje nas ich nietypowa uroda i strój oraz wyjątkowy sposób bycia. Jest to wędrowne plemię (Nomadowie), które zajmuje się głównie wypasem bydła. Są niesamowici!
Trzeciego dnia naszej wyprawy dojeżdżamy do Ba_illi gdzie mieszka polski misjonarz Edward, k tórego mieliśmy okazje już poznać pierwszego dnia przyjazdu do Czadu w Ndjamenie. Tu Ania po francusku opowiada o Nowaku i sztafecie w miejscowej przy misyjnej żeńskiej szkole. Dziewczynki są zachwycone i z zainteresowaniem słuchają i oglądają rysunków z książki Afryka Kazika. Przydaje się tez duża kolorowa mapa dla dzieci, która jest dołączona do książki. Mamy okazje również odwiedzić internat, gdyż część dziewczynek jest z odległych wiosek. Są niezmiernie szczęśliwe ze pomimo bardzo skromnych warunków w jakich mieszkają mogą chodzić do szkoły. W Ba_illi postanawiamy sprzedać naszego gruchota bo dalej nie ujedzie :( był to rower na zaledwie 120km. Trudno, jedziemy dalej terenową Toyotą to Sarh. Tam odnajdujemy tabliczkę sztafetowa zawieszona 3 miesiące temu :) Ponieważ ciągle na tym terenie są intensywne opady nie udaje nam się zrealizować naszego dalszego planu - dotarcia do parku narodowego Zakouma. Nie pozostaje nic innego jak wsiąść w autobus i wrócić do stolicy oddalonej o 700km.


Przebywając w Czadzie, poznając coraz dogłębniej miejscowe zwyczaje i tradycje również poprzez opowieści licznych polskich misjonarzy zaczyna kiełkować w nas pomysł by napisać artykuł...

cdn :)



>> Zdjęcia / Photos  
 
 

linia

Copyright © Maciej Pastwa  2011